We troje – Hanna Dikta

Hanię Diktę poznałam na spotkaniu autorskim, kiedy promowała swój tomik wierszy „Stop-klatka”. Wydała mi się wówczas bardzo delikatną kobietą o tajemniczym uśmiechu. Dopiero kiedy zaczęła czytać swoje wiersze, zrozumiałam, że pod tą delikatną powłoką kryje się bardzo silny charakter. Zaskoczyło mnie, że wiersze Hani są tak mocne i osobiste. Siadając do lektury jej pierwszej powieści już przygotowałam się na to, że wnętrze niepozornej okładki będzie wypełnione mocnym tekstem.

Długo zastanawiałam się, co napisać o „We troje”. Przeczytałam ją jednym tchem, zarywając noc i nie mogłam się oderwać, dopóki nie dotarłam do ostatniej kropki. Potem w środku nocy napisałam do męża, który przeczytał książkę przede mną, SMS-a: „Skończyłam. Och!”. Tylko tyle mogłam wtedy powiedzieć. Musiało minąć trochę czasu od lektury, żebym mogła sobie wszystko poukładać i zmierzyć się z tą recenzją.

Agata jest kobietą spełnioną. Pensjonat, który prowadzi w Białogórze, daje jej dużo satysfakcji. Jej mąż, starszy o dwadzieścia lat artysta malarz, jest na każde jej zawołanie, czuły i opiekuńczy. Spokój Agaty burzy wizyta u chorej siostry na Śląsku. Tam również po raz pierwszy spotyka swojego szwagra. Choroba Joanny zbliża je do siebie, ale czy na pewno? Siostrzane uczucia zostają wystawione na próbę, a kontrowersyjne decyzje Joanny w trakcie leczenia wprowadzają dodatkowy zamęt. Pobyt w rodzinnych Piekarach zmusi Agatę nie tylko do zmierzenia się z przeszłością, ale także postawi przed nowymi, niełatwymi wyborami. Czy miłość i prawo do własnego szczęścia okażą się ważniejsze od innych zobowiązań?

Zanim przeczytałam książkę podeszłam bardzo krytycznie do jej tytułu. „We troje” na pierwszy rzut oka sugeruje, że to typowy romans, jakich wiele. Podobnie jak okładkowy opis. Ale po przeczytaniu książki okazuje się, że tytuł powieści jest niejednoznaczny i można go różnie interpretować. Choć sugeruje, że mamy do czynienia z trójkątem, nie jest to trójkąt klasyczny. Nasuwają się pytania: czy chodzi tylko o Agatę, jej siostrę i szwagra? Czy może o Agatę, jej siostrę i matkę lub chorobę nowotworową? Choć początkowo uważałam, że tytuł jest zbyt prosty i nasuwający tylko jedno skojarzenie, po namyśle stwierdziłam, że to bardzo dobry tytuł – przyciąga do książki czytelników, którzy szukają typowych romansów i zmusza ich do zmierzenia się z czymś o wiele bardziej ambitnym.

„We troje” to nie jest klasyczny romans. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to wcale nie jest romans, co sugeruje tytuł, czy opis wydawcy, a nawet większość recenzji. To dramat psychologiczny o ogromnym natężeniu emocji i uczuć.  Podkreślała to sama autorka, między innymi w wywiadzie, jakiego udzieliła dla radia Piekary. Choć w książce pojawiają się wątki romansowe, na plan pierwszy wysuwają się przede wszystkim relacje między bohaterami. Po przeczytaniu „We troje” w głowie miałam jedną myśl: prawdziwa. Do bólu prawdziwa, bardzo realistyczna opowieść o emocjach.

Największy nacisk w powieści jest położony nie na związek pomiędzy główną bohaterką, a jej szwagrem, ale na relacje między siostrami. Trzeba dodać, że to bardzo skomplikowane relacje, w których siostrzana miłość przeplata się z bardzo trudnymi uczuciami i przeżyciami. Obie kobiety mają odmienne charaktery, zupełnie inne życiowe priorytety i dążenia. Wydaje się, że łączy ich tylko bolesna przeszłość i fatum choroby nowotworowej. I choć nie mam siostry, potrafiłam doskonale wczuć się w sytuację obu sióstr. Przeżywałam wszystkie emocje Agaty tak, jakby były moimi własnymi. Potrafiłam zrozumieć, a nawet poczuć każdy jej wybór, nawet tę absurdalną miłość do szwagra. Autorka ma niezwykły talent do realistycznego i naturalnego opisywania emocji i psychiki bohaterów oraz ich zwykłych-niezwykłych losów. Język powieści jest prosty i naturalny, dzięki czemu książkę łatwo i szybko się czyta. Jest to zdecydowanie zaleta prozy Hanny Dikty.

W trakcie lektury miałam bardzo pozytywne skojarzenia z prozą Hanny Kowalewskiej. W książce „We troje” pojawia się kilka wspólnych z cyklem o Zawrociu motywów: trudna relacja między siostrami, zafiksowanie na punkcie dziecka jednej z sióstr i jej perfekcjonizm, zakazana miłość głównej bohaterki, dojrzała kobieta, która musi przewartościować swoje życie. Warto jednak podkreślić, że obie powieści różnią się od siebie, a wspólne wątki są jedynie inspiracją, która może naprowadzić czytelnika na klimat powieści Hani Dikty. Nie wiem, czy to świadoma inspiracja, ale nawet jeśli tak – to najlepsza inspiracja z możliwych. Hanna Kowalewska to dla mnie jedna z najlepszych polskich pisarek i zawsze warto się na niej opierać.

 

Gdybym miała się do czegoś przyczepić, to byłaby to okładka. Postać, która patrzy na mnie z okładki zupełnie nie przypomina Agaty, za to znowu daje skojarzenia z typowym romansidłem. Może to jednak niezły zabieg marketingowy – jeśli po książkę sięgnie dzięki temu większa liczba czytelników, to tym lepiej. Bo „We troje” to naprawdę świetna książka.